Moja słabość do Edwarda Nożycorękiego zaczyna się tam, gdzie
zaciera się linia zdrowego rozsądku. Ściśle skojarzony z magicznymi pyłem
niosącym wciąż żywe wspomnienia, z zapachem ozonu po burzy, z sentymentem do
wina i splotu rąk. Z wyjściem ku płaszczyznom czystych abstrakcji, które
usilnie chciałam ujarzmić. Z niedoskonałością płynącą z nieoszlifowanego
piękna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz