piątek, 6 lipca 2012


Moja słabość do Edwarda Nożycorękiego zaczyna się tam, gdzie zaciera się linia zdrowego rozsądku. Ściśle skojarzony z magicznymi pyłem niosącym wciąż żywe wspomnienia, z zapachem ozonu po burzy, z sentymentem do wina i splotu rąk. Z wyjściem ku płaszczyznom czystych abstrakcji, które usilnie chciałam ujarzmić. Z niedoskonałością płynącą z nieoszlifowanego piękna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz